Tylko nie CROSSFIT !!!
Tak wiem, wcześniej pisałem, że polecam CROSSFIT a teraz
co...wycofuję się z tego. W pewnym sensie, ale...
Hm, PRAWDZIWI trenerzy Crossfitu nie miejcie mi za
złe, sami wiecie jak mało jest wykwalifikowanej kadry w tej dziedzinie
sportu...Muszę ostrzec "laików" przed tym co im grozi z rąk niby
trenerów.
Sprecyzuję…
Nie dla ludzi rozpoczynających swoją przygodę ze sportem. Tą
dziedziną mogą zająć się osobnicy, których można już nazwać – sportowcami.
Dlaczego, nie dla bardziej zielonych jak trawa nowicjuszy ?
CROSSFIT…W ich przypadku jest szkodliwy po pełnym programie.
Po pierwsze, mamy bardzo mało wykwalifikowanej kadry, która „umie nauczyć”
(popsowi trenerzy robią mnóstwo złej roboty). Po drugie, na większości zajęć
ludzie a dokładniej ich mięśnie ulegają ogromnemu zakwaszeniu (przez źle
prowadzone zajęcia). Dla nowicjusza, którego wiekszość systemów jest w rozsypce
to prosta droga do utraty zdrowia. W Crossficie bardzo wiele grup mięśniowych
pracuje jednocześnie w systemie szybkościowo – siłowym (bardzo intensywnie). I
co najgorsze…w crossficie technika nie jest najważniejsza – liczy się czas.
Ogromne zakwaszenie jakie funduje Crossfit, powoduje zbyt
duży stres dla organizmu nowicjusza. Oprócz kontuzji, posadzenia serca, można z
powodzeniem rozwalić cały system endokrynologiczny.
Ktoś powie...
Ale widzimy zawodników, którzy przez całą godzinę mogą
wykonywać intensywne ćwiczenia w których obciążają (głównie) jedną i tą samą
grupę mięśniową.
Powiecie…I co, on się nie zakwasza ? Jakoś żyje – prawda ?
Nie, nie zakwasza…Doprowadził do tego (wieloletnim
treningiem, często innych dyscyplin sportu), że mięśnie które tak intensywnie
obciąża prawie wyłącznie składają się wolnokurczących włókien mięśniowych (typ
I). Tak, można do takiego składu mięśnia doprowadzić treningiem docelowym na
zwiększenie mitochondria w włóknach mięśniowych…
I jeszcze jedno. Najlepsi w większości przypadków, posiadają
po prostu predyspozycje do tego sportu. Wyssali je z mlekiem matki (dokładnie
matki).
„Normalny Ziutek” z ulicy padłby trupem po 10 minutowym
zderzeniu z crossfitem.
Tak jak napisałem powyżej…ten rodzaj sportu doprowadza do
przesadnego zakwaszenia mięśni.
A żaden rozsądny trener ani żaden rozsądny zawodnik nie chce
doprowadzić swoich mięśni do tak ekstremalnego stanu. Oni trenują przede
wszystkim w taki sposób, żeby doprowadzić do zwiększenia mitochondria w włóknie
mięśniowym a nie do przesadnego zakwaszenia. Dokładnie w ten sposób dążą do
podniesienia swojego progu aerobowego. Jeśli umiejętnie doprowadzimy do
wysokiego progu aerobowego, wówczas nie zakwaszamy się tak szybko i możemy
trenować długo / intensywnie bez uszczerbku dla zdrowia.
Końcowy rezultat w Crossficie wcale nie zależy od poziomu
zakwaszenia mięśni (czego wielu nie rozumie) on przede wszystkim zależy od poziomu
progu aerobowego jakim dysponujecie. A ten, głównie zależy od tego co
przekazali wam w genach przodkowie (w mniejszym stopniu od odpowiedniej
metodyki treningowej).
Dla przykładu…idealnym materiałem na „crossfitowca”, będzie
pływak.
Chcesz być dobrym crossfotwcem…to na początku drogi dowiedz
się jaką masz budowę mięśnia. Jakiego typu włókna mięśniowe w określonych
grupach stanowią większość. Jeśli „natura” cię wsparła to dopiero wówczas
pracuj nad zwiększeniem ilości mitochondria…
Czy w takim razie zajmować się crossfitem ? Oczywiście, ale
nie w przypadku, gdy jesteś nowicjuszem…
Pamiętajcie…Ta bardzo modna obecnie dyscyplina sportu może
poczynić w organizmie prawdziwe spustoszenie…
To tak w mocno skróconej wersji…
Tekst z oznaczeniem 18+ / zawiera niecenzuralne słowa.
Teraz wszyscy gadają o Crossficie i o „jakimś” tam Treningu
Funkcjonalnym. W klubach co drugi koleś nosi koszulkę z napisem „Crossfit” i
puszy się jak paw.
A realnie mało kto wie o co w tym wszystkim chodzi.
Na wstępnie napiszę, że NIE mam NIC przeciwko Crossfitowi,
jeśli zajmują się nim ludzie do tego typu zajęć przygotowani, ale jest jeszcze
zielony jak trawa biurowy plankton…
Pogadamy o plusach i minusach Crossfitu w paru odsłonach.
Dzisiaj odsłona pierwsza.
Zaraz mądrale i ci co „wiedzą lepiej” wyleją na mnie kubeł
pomyj - co on tam wie, dyletant i amator, nie czyta fachowej literatury. I tym
podobne pierdy na które jestem uodporniony.
Tak czy inaczej określę swój punkt widzenia. Oprę się na
własnym doświadczeniu (nabytej wiedzy i życiu).
Dla zwykłego planktonu biurowego w większości przypadków
Crossfit to samozagłada. Chociaż nie do końca. W pewnym sensie „sztuka” to
korzystna, ponieważ przyciąga do sportu masy. Jednak za tym szaleństwem kryje
się biznes.
W Crossficie rządzą zasady twardego marketingu.
Według mnie, aby „plankton” zajmował się Crossfitem i
Treningiem Funkcjonalnym to…
Zaraz, ale co to takiego jest ten trening funkcjonalny ?
Nawet sami trenerzy gubią się w zdefiniowaniu zagadnienia. Jeden mówi, że to
ćwiczenia najbardziej przybliżone do ruchów wykonywanych w życiu codziennym.
Drugi stwierdzi, że trening funkcjonalny minimalizuje ryzyko kontuzji.
Ćwiczenia podobne do ruchów wykonywanych w codziennym bycie
?! To po jaką cholerę iść do klubu – nawal sobie do wiadra gruzu lub cegieł i
dymaj z tym obciążeniem do śmietnika i z powrotem, albo siadaj i wstawaj z
krzesła, połóż się na wyrku i zeskocz z niego kilka razy. Naładuj do gara
ziemniaków i zrób z nim przysiad na kuchni, umyj w paru seriach naczynia.
Funkcjonalnie ? Funkcjonalnie jak cholera i jeszcze żona pochwali. To po kiego
grzyba płacić za karnet.
Dla mnie trening funkcjonalny to taki trening, który
docelowo rozwija te lub inne systemy/cechy organizmu: siłę, szybkość, wytrzymałość,
gibkość, mobilność itp.
I uwierzcie mi, że to wszystko możecie rozwinąć za pomocą
wiadra pełnego gruzu, gara z ziemniakami i codziennej gonitwy za autobusem.
Jednak haczyk tkwi w tym, że w niczym nie będziecie dobrzy. Nie da się mieć
wszystkiego na raz.
Na świecie co chwila pojawiają się nowe „cud” metodyki
treningowe. Metodyki, które bazują na znanych od dziesiątek lat ćwiczeniach.
No, może leciutko zmodyfikowanych. Aerobik, streching, duping, pilatesy,
śmilatesy, duperesy, zumba, chujumba, sratos tatos…itp. Znane – prawda ?
We wszystkich tych metodykach cackanie się z narodem wygląda
tak samo. Człowiek zapierdala przez 40 minut i ni chuja nie wie po co i co
robi. W imię czego i dlaczego. Żadnej nowej metodyki w tym nie ma ! Żadnego
kosmicznego systemu w tym nie ma ! Istnieje jedynie zestaw ćwiczeń znanych od
lat z dołączonym do niego człowiekiem (trener). Człowiekiem piszącym na desce
obco brzmiące dla planktonu biurowego nazwy. Wypisuje ćwiczenia które wszyscy
muszą wykonać. Kto wykona szybciej ten bohater, tego oklaskują. I na gwizdek
wszyscy zapierdalają jak nakręceni !
Przecież wszyscy jesteśmy różni ! Każdemu należy się
indywidualne podejście. Kiedy chcę się czegoś nauczyć - idę na „korepetycje”,
później szlifuję a później może być już w grupie…
Pewnego razu mądrzy uczeni wykonali eksperyment na
doświadczonym sportowcu (międzynarodowa klasa mistrzowska) poprosili go, żeby
wykonał rwanie ze sztangą i podrzut. Pojawiło się wiele komentarzy…”nawet
sportowiec tej klasy wykonuje te ćwiczenia nieprawidłowo”…”ma techniczne
problemy tu i tam”. To zupełnie normalne. Każdy człowiek ma swój podpis. Dzieci
w szkole uczą pisać się tak samo (w tej samej metodyce) a jednak każde z nich
pisze inaczej – po swojemu. Każdy człowiek ma prawo do indywidualnego podejścia.
Dlaczego ? A dlatego, żeby było efektywnie i przede wszystkim zdrowo. A w
grupowym Crossficie właśnie tego brakuje.
Powiecie, że jestem jakiś nakręcony. Tak, ponieważ rzygam
już tym ciągłym gadaniem o Crossficie, Treningu Funkcjonalnym i jakiś tam motywacjach.
To wszystko chujnia i marketing. To moda, która prędzej czy później ustąpi
miejsca nowej chujni.
Weźmy pod uwagę bazowe ćwiczenia wykonywane w Crossficie –
podrzut sztangi, rwanie, czy martwy ciąg. Ćwiczenia te wymagają idealnej
techniki. To ćwiczenia wielostawowe bazowe i bardzo trudne technicznie.
Składają się z wielu elementów i niuansów (trudno je dostrzec gołym okiem). Te
same ćwiczenia OD DZIESIĄTEK LAT wykonywane są w bodybuildingu. Żaden Crossfit
ich nie wymyślił, jedynie adaptował.
Crossfit grupowy – totalne gówno. Zaganiają do sali
kilkanaście osób (o różnym poziomie wytrenowania) z których większość oprócz
komputerowej myszki niczego innego w ręku nie trzymała. Cały ten plankton
biurowy pod wodzą nawiedzonego gościa próbuje wykonać ćwiczenie, które najlepsi
sportowcy doskonalą latami. O jakiej technice może być mowa ! Przecież tych
kilkanaścioro ziutków nie ma żadnej techniki.
Crossfit i zaawansowany Trening Funkcjonalny dedykowany jest
przede wszystkim tym, którzy posiadają jakieś przygotowanie i chcą się dalej
rozwijać. Nowicjusz odciągnięty od komputera potrzebuje instruktora !
Instruktora. który będzie przy nim stał i bardzo dokładnie pokazywał/tłumaczył
niuanse związane z daną techniką. Bardzo dokładnie wyjaśni ćwiczenie a wszystko
po to, żeby nie było kontuzji.
W naszym krajobrazie zazwyczaj wygląda to tak / zagnali
plankton biurowy do sali / rozpisali na tablicy co i jak / i zapierdalać na
gwizdek. Może wcześniej jakaś instrukcja była, ale teraz to nie takie ważne.
Zapierdalać tylko po to, żeby zalać się potem. Z tym, że ilość wylanego potu
wcale nie świadczy o tym, że trening był efektywny !
Co w rezultacie otrzymamy na „wyjściu” po paru miesiącach
przygody z crossfitem ? 80% wraca do bodybuildingu. Większość czeka aż zaleczą
się ich kontuzje: kolanka, barki, plecy, biodra i inne. Niektórzy potrafią tak
rzetelnie się połamać, że kończą w szpitalu.
W Crossficie duży nacisk kładzie się na trening grupowy.
Dlaczego ?
Po pierwsze. kasa (czym więcej, tym lepiej). Po drugie, „plankton”
ze sobą rywalizuje (psychologia grupy). Zdechnie, ale wykona jedno powtórzenie
więcej niż zapocony i ledwo żywy ziutek znajdujący się obok.
Crossfit to zestaw ćwiczeń z ciężkiej atletyki,
bodybuildingu, kettelbell sport, gimnastyki, lekkiej atletyki. Jak jeden
człowiek może w ciągu miesiąca lub dwóch oswoić aż tyle materiału ? Oswoić
poprawnie.
Tak moi drodzy, chcecie zająć się funkcjonalną aktywnością
fizyczną to niekoniecznie musicie ulec temu "debilnemu" i "szkodliwemu" pędowi ku
Crossfitowi. Najpierw podszkolcie u specjalisty / trenera Crossfitu i jak stwierdzi, że jesteście już dostatecznie przygotowani do tego typu aktywności fizycznej to naciskajcie START.
Trenowałem dzisiaj z kettlami (wciąż doskonalę technikę)
podchodzą ludzie i pytają „Oooo, crossfitem się zajmujesz”. Jakim kurwa znowu
crossiftem to Kettebell Sport, nie żadne zmieszane ze wszystkiego gówno.
Widzą, facet wykonuje kettlem podrzut i rwanie…”Ooooo
crosfighter”. Gówno, nie żaden crossfighter. On wykonuje ćwiczenia atletyczne i
wsio.
Po prostu światowa marka rozpycha po świecie swój "brand" i
zarabia na tym kolosalną kasę. Chcesz żeby klub mógł korzystać z nazwy CROSSFIT
to musisz mieć afirmację. Kogoś pogięło ! Afirmację dla mieszanki różnych
dziedzin sportu, którymi zajmowałem się już 40 lat temu (wówczas to po prostu
była gimnastyka / a inaczej – trening obwodowy). Moi Amerykańscy „przyjaciele”
zrobili mi z gimnastyki Crossfit i jeszcze każą sobie za to szmal płacić. No
kurwa mać ! Przy czym zdrowie ludzi mają generalnie w dupie (dokładnie tak samo
jak z modą na bieganie).
Oczywiście, jeśli podoba wam się Crossfit to go
„uprawiajcie”. Przecież trzeba zajmować się sportem (najważniejsze, żeby nie ze
szkodą dla siebie).
Ciąg Dalszy Nastąpi…Będzie więcej o mitach związanych z
Crossfitem i realnych niebezpieczeństwach. Otworzę wam szerzej oczy...
Pozdrawiam,
Piotr
Piotr
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz