piątek, 27 kwietnia 2018

Tylko nie CROSSFIT...Nie dla nowicjuszy.

Tylko nie CROSSFIT !!!

Tak wiem, wcześniej pisałem, że polecam CROSSFIT a teraz co...wycofuję się z tego. W pewnym sensie, ale...

Hm, PRAWDZIWI trenerzy Crossfitu nie miejcie mi za złe, sami wiecie jak mało jest wykwalifikowanej kadry w tej dziedzinie sportu...Muszę ostrzec "laików" przed tym co im grozi z rąk niby trenerów.  

Sprecyzuję…

Nie dla ludzi rozpoczynających swoją przygodę ze sportem. Tą dziedziną mogą zająć się osobnicy, których można już nazwać – sportowcami.

Dlaczego, nie dla bardziej zielonych jak trawa nowicjuszy ?

CROSSFIT…W ich przypadku jest szkodliwy po pełnym programie. Po pierwsze, mamy bardzo mało wykwalifikowanej kadry, która „umie nauczyć” (popsowi trenerzy robią mnóstwo złej roboty). Po drugie, na większości zajęć ludzie a dokładniej ich mięśnie ulegają ogromnemu zakwaszeniu (przez źle prowadzone zajęcia). Dla nowicjusza, którego wiekszość systemów jest w rozsypce to prosta droga do utraty zdrowia. W Crossficie bardzo wiele grup mięśniowych pracuje jednocześnie w systemie szybkościowo – siłowym (bardzo intensywnie). I co najgorsze…w crossficie technika nie jest najważniejsza – liczy się czas.

Ogromne zakwaszenie jakie funduje Crossfit, powoduje zbyt duży stres dla organizmu nowicjusza. Oprócz kontuzji, posadzenia serca, można z powodzeniem rozwalić cały system endokrynologiczny.

Ktoś powie...

Ale widzimy zawodników, którzy przez całą godzinę mogą wykonywać intensywne ćwiczenia w których obciążają (głównie) jedną i tą samą grupę mięśniową.

Powiecie…I co, on się nie zakwasza ? Jakoś żyje – prawda ?

Nie, nie zakwasza…Doprowadził do tego (wieloletnim treningiem, często innych dyscyplin sportu), że mięśnie które tak intensywnie obciąża prawie wyłącznie składają się wolnokurczących włókien mięśniowych (typ I). Tak, można do takiego składu mięśnia doprowadzić treningiem docelowym na zwiększenie mitochondria w włóknach mięśniowych…

I jeszcze jedno. Najlepsi w większości przypadków, posiadają po prostu predyspozycje do tego sportu. Wyssali je z mlekiem matki (dokładnie matki).

„Normalny Ziutek” z ulicy padłby trupem po 10 minutowym zderzeniu z crossfitem.
Tak jak napisałem powyżej…ten rodzaj sportu doprowadza do przesadnego zakwaszenia mięśni.

A żaden rozsądny trener ani żaden rozsądny zawodnik nie chce doprowadzić swoich mięśni do tak ekstremalnego stanu. Oni trenują przede wszystkim w taki sposób, żeby doprowadzić do zwiększenia mitochondria w włóknie mięśniowym a nie do przesadnego zakwaszenia. Dokładnie w ten sposób dążą do podniesienia swojego progu aerobowego. Jeśli umiejętnie doprowadzimy do wysokiego progu aerobowego, wówczas nie zakwaszamy się tak szybko i możemy trenować długo / intensywnie bez uszczerbku dla zdrowia.

Końcowy rezultat w Crossficie wcale nie zależy od poziomu zakwaszenia mięśni (czego wielu nie rozumie) on przede wszystkim zależy od poziomu progu aerobowego jakim dysponujecie. A ten, głównie zależy od tego co przekazali wam w genach przodkowie (w mniejszym stopniu od odpowiedniej metodyki treningowej).

Dla przykładu…idealnym materiałem na „crossfitowca”, będzie pływak.

Chcesz być dobrym crossfotwcem…to na początku drogi dowiedz się jaką masz budowę mięśnia. Jakiego typu włókna mięśniowe w określonych grupach stanowią większość. Jeśli „natura” cię wsparła to dopiero wówczas pracuj nad zwiększeniem ilości mitochondria…

Czy w takim razie zajmować się crossfitem ? Oczywiście, ale nie w przypadku, gdy jesteś nowicjuszem…

Pamiętajcie…Ta bardzo modna obecnie dyscyplina sportu może poczynić w organizmie prawdziwe spustoszenie…
To tak w mocno skróconej wersji…

Tekst z oznaczeniem 18+ / zawiera niecenzuralne słowa.

Teraz wszyscy gadają o Crossficie i o „jakimś” tam Treningu Funkcjonalnym. W klubach co drugi koleś nosi koszulkę z napisem „Crossfit” i puszy się jak paw.

A realnie mało kto wie o co w tym wszystkim chodzi.

Na wstępnie napiszę, że NIE mam NIC przeciwko Crossfitowi, jeśli zajmują się nim ludzie do tego typu zajęć przygotowani, ale jest jeszcze zielony jak trawa biurowy plankton…

Pogadamy o plusach i minusach Crossfitu w paru odsłonach. Dzisiaj odsłona pierwsza.

Zaraz mądrale i ci co „wiedzą lepiej” wyleją na mnie kubeł pomyj - co on tam wie, dyletant i amator, nie czyta fachowej literatury. I tym podobne pierdy na które jestem uodporniony.

Tak czy inaczej określę swój punkt widzenia. Oprę się na własnym doświadczeniu (nabytej wiedzy i życiu).

Dla zwykłego planktonu biurowego w większości przypadków Crossfit to samozagłada. Chociaż nie do końca. W pewnym sensie „sztuka” to korzystna, ponieważ przyciąga do sportu masy. Jednak za tym szaleństwem kryje się biznes.

W Crossficie rządzą zasady twardego marketingu.

Według mnie, aby „plankton” zajmował się Crossfitem i Treningiem Funkcjonalnym to…

Zaraz, ale co to takiego jest ten trening funkcjonalny ? Nawet sami trenerzy gubią się w zdefiniowaniu zagadnienia. Jeden mówi, że to ćwiczenia najbardziej przybliżone do ruchów wykonywanych w życiu codziennym. Drugi stwierdzi, że trening funkcjonalny minimalizuje ryzyko kontuzji.

Ćwiczenia podobne do ruchów wykonywanych w codziennym bycie ?! To po jaką cholerę iść do klubu – nawal sobie do wiadra gruzu lub cegieł i dymaj z tym obciążeniem do śmietnika i z powrotem, albo siadaj i wstawaj z krzesła, połóż się na wyrku i zeskocz z niego kilka razy. Naładuj do gara ziemniaków i zrób z nim przysiad na kuchni, umyj w paru seriach naczynia. Funkcjonalnie ? Funkcjonalnie jak cholera i jeszcze żona pochwali. To po kiego grzyba płacić za karnet.

Dla mnie trening funkcjonalny to taki trening, który docelowo rozwija te lub inne systemy/cechy organizmu: siłę, szybkość, wytrzymałość, gibkość, mobilność itp.
I uwierzcie mi, że to wszystko możecie rozwinąć za pomocą wiadra pełnego gruzu, gara z ziemniakami i codziennej gonitwy za autobusem. Jednak haczyk tkwi w tym, że w niczym nie będziecie dobrzy. Nie da się mieć wszystkiego na raz.

Na świecie co chwila pojawiają się nowe „cud” metodyki treningowe. Metodyki, które bazują na znanych od dziesiątek lat ćwiczeniach. No, może leciutko zmodyfikowanych. Aerobik, streching, duping, pilatesy, śmilatesy, duperesy, zumba, chujumba, sratos tatos…itp. Znane – prawda ?

We wszystkich tych metodykach cackanie się z narodem wygląda tak samo. Człowiek zapierdala przez 40 minut i ni chuja nie wie po co i co robi. W imię czego i dlaczego. Żadnej nowej metodyki w tym nie ma ! Żadnego kosmicznego systemu w tym nie ma ! Istnieje jedynie zestaw ćwiczeń znanych od lat z dołączonym do niego człowiekiem (trener). Człowiekiem piszącym na desce obco brzmiące dla planktonu biurowego nazwy. Wypisuje ćwiczenia które wszyscy muszą wykonać. Kto wykona szybciej ten bohater, tego oklaskują. I na gwizdek wszyscy zapierdalają jak nakręceni !

Przecież wszyscy jesteśmy różni ! Każdemu należy się indywidualne podejście. Kiedy chcę się czegoś nauczyć - idę na „korepetycje”, później szlifuję a później może być już w grupie…

Pewnego razu mądrzy uczeni wykonali eksperyment na doświadczonym sportowcu (międzynarodowa klasa mistrzowska) poprosili go, żeby wykonał rwanie ze sztangą i podrzut. Pojawiło się wiele komentarzy…”nawet sportowiec tej klasy wykonuje te ćwiczenia nieprawidłowo”…”ma techniczne problemy tu i tam”. To zupełnie normalne. Każdy człowiek ma swój podpis. Dzieci w szkole uczą pisać się tak samo (w tej samej metodyce) a jednak każde z nich pisze inaczej – po swojemu. Każdy człowiek ma prawo do indywidualnego podejścia. Dlaczego ? A dlatego, żeby było efektywnie i przede wszystkim zdrowo. A w grupowym Crossficie właśnie tego brakuje.

Powiecie, że jestem jakiś nakręcony. Tak, ponieważ rzygam już tym ciągłym gadaniem o Crossficie, Treningu Funkcjonalnym i jakiś tam motywacjach. To wszystko chujnia i marketing. To moda, która prędzej czy później ustąpi miejsca nowej chujni.

Weźmy pod uwagę bazowe ćwiczenia wykonywane w Crossficie – podrzut sztangi, rwanie, czy martwy ciąg. Ćwiczenia te wymagają idealnej techniki. To ćwiczenia wielostawowe bazowe i bardzo trudne technicznie. Składają się z wielu elementów i niuansów (trudno je dostrzec gołym okiem). Te same ćwiczenia OD DZIESIĄTEK LAT wykonywane są w bodybuildingu. Żaden Crossfit ich nie wymyślił, jedynie adaptował.

Crossfit grupowy – totalne gówno. Zaganiają do sali kilkanaście osób (o różnym poziomie wytrenowania) z których większość oprócz komputerowej myszki niczego innego w ręku nie trzymała. Cały ten plankton biurowy pod wodzą nawiedzonego gościa próbuje wykonać ćwiczenie, które najlepsi sportowcy doskonalą latami. O jakiej technice może być mowa ! Przecież tych kilkanaścioro ziutków nie ma żadnej techniki.

Crossfit i zaawansowany Trening Funkcjonalny dedykowany jest przede wszystkim tym, którzy posiadają jakieś przygotowanie i chcą się dalej rozwijać. Nowicjusz odciągnięty od komputera potrzebuje instruktora ! Instruktora. który będzie przy nim stał i bardzo dokładnie pokazywał/tłumaczył niuanse związane z daną techniką. Bardzo dokładnie wyjaśni ćwiczenie a wszystko po to, żeby nie było kontuzji.

W naszym krajobrazie zazwyczaj wygląda to tak / zagnali plankton biurowy do sali / rozpisali na tablicy co i jak / i zapierdalać na gwizdek. Może wcześniej jakaś instrukcja była, ale teraz to nie takie ważne. Zapierdalać tylko po to, żeby zalać się potem. Z tym, że ilość wylanego potu wcale nie świadczy o tym, że trening był efektywny !
Co w rezultacie otrzymamy na „wyjściu” po paru miesiącach przygody z crossfitem ? 80% wraca do bodybuildingu. Większość czeka aż zaleczą się ich kontuzje: kolanka, barki, plecy, biodra i inne. Niektórzy potrafią tak rzetelnie się połamać, że kończą w szpitalu.

W Crossficie duży nacisk kładzie się na trening grupowy. Dlaczego ? 

Po pierwsze. kasa (czym więcej, tym lepiej). Po drugie, „plankton” ze sobą rywalizuje (psychologia grupy). Zdechnie, ale wykona jedno powtórzenie więcej niż zapocony i ledwo żywy ziutek znajdujący się obok.

Crossfit to zestaw ćwiczeń z ciężkiej atletyki, bodybuildingu, kettelbell sport, gimnastyki, lekkiej atletyki. Jak jeden człowiek może w ciągu miesiąca lub dwóch oswoić aż tyle materiału ? Oswoić poprawnie.

Tak moi drodzy, chcecie zająć się funkcjonalną aktywnością fizyczną to niekoniecznie musicie ulec temu "debilnemu" i "szkodliwemu" pędowi ku Crossfitowi. Najpierw podszkolcie u specjalisty / trenera Crossfitu i jak stwierdzi, że jesteście już dostatecznie przygotowani do tego typu aktywności fizycznej to naciskajcie START.

Trenowałem dzisiaj z kettlami (wciąż doskonalę technikę) podchodzą ludzie i pytają „Oooo, crossfitem się zajmujesz”. Jakim kurwa znowu crossiftem to Kettebell Sport, nie żadne zmieszane ze wszystkiego gówno.
Widzą, facet wykonuje kettlem podrzut i rwanie…”Ooooo crosfighter”. Gówno, nie żaden crossfighter. On wykonuje ćwiczenia atletyczne i wsio.

Po prostu światowa marka rozpycha po świecie swój "brand" i zarabia na tym kolosalną kasę. Chcesz żeby klub mógł korzystać z nazwy CROSSFIT to musisz mieć afirmację. Kogoś pogięło ! Afirmację dla mieszanki różnych dziedzin sportu, którymi zajmowałem się już 40 lat temu (wówczas to po prostu była gimnastyka / a inaczej – trening obwodowy). Moi Amerykańscy „przyjaciele” zrobili mi z gimnastyki Crossfit i jeszcze każą sobie za to szmal płacić. No kurwa mać ! Przy czym zdrowie ludzi mają generalnie w dupie (dokładnie tak samo jak z modą na bieganie).

Oczywiście, jeśli podoba wam się Crossfit to go „uprawiajcie”. Przecież trzeba zajmować się sportem (najważniejsze, żeby nie ze szkodą dla siebie).

Ciąg Dalszy Nastąpi…Będzie więcej o mitach związanych z Crossfitem i realnych niebezpieczeństwach. Otworzę wam szerzej oczy...

Pozdrawiam,
Piotr 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz